Fani kontra pseudokibice Liverpool FC.

Chyba żaden sport nie budzi takich emocji jak piłka nożna. Być może dzieje się tak dlatego, że mecze piłkarskie przypominają potyczki wojsk dwóch zwaśnionych krain, wojnę podjazdową i oblężenie grodu z jednej strony, a z drugiej starcia jeden na jeden prawdziwych mistrzów dryblingu. Poza tym w futbolu bardzo łatwo o faule, nawet niezamierzone i jest to bezsprzecznie sport dość kontaktowy. Te emocje graczy znajdujących się na boisku bardzo łatwo przenoszą się również na zgromadzoną na stadionie publiczność, a wtedy łatwo o konflikty pomiędzy kibicami przeciwstawnych drużyn. Oczywiście nie znaczy to wcale, że wszyscy fani piłki nożnej to groźni pseudokibice, których jedynym celem w życiu jest walka i organizacja ustawek, choć podobnie jak w Polsce również w Wielkiej Brytanii stadionowy chuliganizm jest niestety sporym problemem. Czy zatem mecze z udziałem Liverpool Football Club są bezpieczne? Jak angielskie władze radzą sobie z pseudokibicami? Kim są prawdziwi fani Liverpoolu?

You’ll never walk alone czyli społeczność fanów Liverpool FC 

Stadion Liverpoolu, Anfield, może pomieścić aż 45 tysięcy widzów, a jednak prawie zawsze wszystkie miejsca na mecze drużyny są zajęte. Najbardziej oddani kibice Liverpool FC dopingują swój zespół z „The Kop”, czyli jednej z większych trybun wśród stadionów Wielkiej Brytanii. Nazwa tej części miejsc na boiskach (stosowane nie tylko w odniesieniu do Anfield) związana jest w historią wojen burskich, ponieważ układ siedzeń przypomina nieco wzgórze Spioenkop w Afryce Południowej, gdzie w 1900 roku miała miejsce bitwa pomiędzy Burami a siłami brytyjskimi, wygrana ostatecznie przez Burów mimo przeważających sił z drugiej strony. Trybuna ta na stadionie Liverpool FC położona jest po stronie ulicy Walton Breck Road i zasiadają tu zasłużeni fani Liverpoolu ubrani w koszulki zespołu i unoszący w górę czerwono-białe szaliki, śpiewając oficjalny hymn zespołu czyli właśnie utwór „You’ll never walk alone” w interpretacji zespołu Gerry & The Pacemakers. Wielką fanką Liverpool FC jest Melanie C z girlsbandu Spice Girls. Inni znani kibice klubu to między innymi Elvis Costello, Nelson Mandela, Mike Myers, Daniel Craig, Clive Owen, Samuel L. Jackson a nawet ponoć był nim papież Jan Paweł II. Jednak bycie fanem Liverpool FC to nie tylko regularne chodzenie na mecze. Kibice klubu organizują się także w przeróżnych akcjach mających na celu wywarcie wpływu na władze klubu. We wrześniu 2010 roku fani organizowali protest związany z pogłębiającymi się problemami finansowymi klubu. Inicjatywa Anfield4ever ma na celu obronę obecnego stadionu Liverpool Football Club przed planowanym przeniesieniem poza teren miasta. Z kolei stowarzyszenie Hillsborough Justice Campaign walczy o prawo do zadośćuczynienia dla ofiar tej tragedii, którą opisujemy poniżej.

Najtragiczniejszy dzień w historii Liverpool FC – tragedia na Hillsborough

Był 15 kwietnia 1989 roku. To miał być emocjonujący, bo półfinałowy, ale jednak całkiem zwykły mecz z zespołem Nottingham Forest na stadionie Hillsborough w Sheffield. Niestety niespodziewany bieg wypadków spowodował, że była to największa tragedia z udziałem fanów w historii Wielkiej Brytanii. Na skutek naporu zainteresowanej meczem publiczności osoby znajdujące się z przodu zostały przygniecione do oddzielającego trybuny od boiska ogrodzenia lub zadeptane przez pozostałych widzów. W sumie bilans ofiar był tragiczny i wyniósł 96 zabitych (wszyscy byli fanami Liverpoolu) oraz ponad 700 rannych. Przyczyn tego strasznego wydarzenia jest kilka. Po pierwsze do tamtej pory na stadionach były też miejsca stojące, co oznaczało, że przy braku odpowiedniej kontroli ze strony służb porządkowych łatwo było o duże zagęszczenie na trybunach. W trakcie meczu w Sheffield policja niedostatecznie sterowała falami napływających kibiców, aby równomiernie rozmieścić ich na widowni. Po drugie po licznych ekscesach ze strony pseudokibiców na angielskich stadionach pojawiły się solidne ogrodzenia, oddzielające widzów od murawy boiska. W tym przypadku płot ten odgrodził ofiarom drogę ucieczki. Po trzecie działania policji skupiły się przede wszystkim na oddzielaniu od siebie kibiców obydwu drużyn, co znacznie utrudniło akcję ratunkową. Mecz został przerwany po sześciu minutach i przyczynił się do powstania tak zwanego raportu Taylora, ówczesnego Ministra Sprawiedliwości Wielkiej Brytnii, który dotyczył bezpieczeństwa na stadionach piłkarskich. W jego wyniku uchwalony został przepis nakazujący likwidację miejsc stojących na boiskach i wprowadzenie wyłącznie numerowanych miejsc siedzących.

Pseudokibice – śmiertelne niebezpieczeństwo 

Panika lub nadmierne zagęszczenie widzów na trybunach mogą okazać się śmiertelną pułapką, ale równie groźne jest zachowanie rozwścieczonych fanów, zwłaszcza jeśli ich sensem życia nie jest tylko wspieranie swojej drużyny z widowni zdrowym dopingiem, a raczej poszukiwanie „zemsty” za porażkę na kibicach drużyny przeciwnej. Na świecie wybryki chuligańskie kibiców piłkarskich często bywają określane brytyjską lub angielską chorobą, bo rzeczywiście to właśnie w tym kraju są one szczególnie nasilone, a przede wszystkim mają niezwykle długą historię, sięgającą aż XIV wieku. Rozruchy na stadionach nie są także obce polskiej piłce nożnej, często też prowadzą do dewastacji i tak ciągle jeszcze bardzo przestarzałych stadionów. Naturalnie również w przypadku tego rodzaju burd na boiskach angielskich straty liczone są w setkach tysięcy euro, dlatego zakazy stadionowe są w Wielkiej Brytanii tak ostro egzekwowane. W przypadku Liverpoolu największe emocje budzą z reguły mecze z Evertonem oraz Manchester United i te właśnie spotkania są szczególnie chronione przez policję i firmy ochroniarskie. Warto też wspomnieć tutaj takie filmy jak „The Football Factory” czy „Green Street Hooligans”, które bliżej przyglądają się temu zjawisku. Można w nich również dopatrzeć się pewnych odniesień także i do pseudokibiców stojących za Liverpool Football Club.

Tragedia na Heysel – czarna karta w historii klubu Liverpool FC 

Wyrazem tego, jak niebezpieczne może być ignorowanie zachowania pseudokibiców, są tragiczne wydarzenia na Heysel w Belgii w 1985 roku w maju, kiedy Liverpool Football Club spotkał się z Juventusem w finale Pucharu Europy. Zamieszki sprowokowane przez kibiców Liverpoolu spowodowały zawalenie się ściany stadionu w sektorze fanów Juventusu Turyn. Zginęło wówczas 39 osób, przygniecionych gruzami, 600 zaś zostało rannych. Fanatyczni kibice Liverpoolu przedarli się do części widowni wyznaczonej dla stronników włoskiego klubu i zaatakowali ich. Uciekający ludzie próbowali wspinać się na mur, który ostatecznie się zawalił. Mecz został wprawdzie rozegrany, aby uniknąć dalszych zamieszek, ale na pewno nie było to dla wygranego Juventusu piłkarskie święto. Szczególnie bolesny w odniesieniu do tej tragedii jest fakt, że śmierć ponieśli w niej głównie fani, którzy przyszli na mecz z rodzinami, nastawieni pokojowo i zachowujący się spokojnie, choć oczywiście nawet podburzający się wzajemnie pseudokibice z różnych stron barykady nie zasługują na taki los. Konsekwencją tego zdarzenia było wykluczenie na kilka lat drużyn angielskich z rozgrywek międzynarodowych, natomiast Liverpool FC został ukarany zawieszeniem na 10 lat, co ostatecznie zredukowano do lat sześciu.

ZOBACZ RÓWNIEŻ